Menu

0

zł0.00

Zuzanna na zimowym spacerze.

Szanowni, w tym artykule napiszemy co nieco o …

Jeździe na motocyklu w okresie zimowym.

Rozważyć tu należy bardzo wiele kwestii. Czy warto? Co zyskujemy? Co tracimy?

Zacznijmy od tego, że sam niejednokrotnie miałem okazję pojeździć zimą. Dlaczego? Jazda w temperaturze -10 stopni nie jest przyjemna. Przejechanie w takich warunkach 200 kilometrów to spore wyzwanie. Mimo solidnego przygotowania i tak place u rąk momentami siniały. Było się jednak dumnym z tego, że człowiek dał radę i już zawsze będzie o czym opowiadać. Dobrze, że śniegu nie było, bo do dziś jakoś nie jestem przekonany do tego, czy mogę nazwać się doświadczonym motocyklistą, a co dopiero wtedy. Przyszła też i zima, kiedy musiałem swoją TL-ą przebijać się w śniegu. Oczywiście wiedziałem, że główne drogi były czarne. Wcześniej trampek mnie nauczył, że na oblodzonej drodze motocyklem się jedzie wolniej, niż piechur. I tak 3 razy go położyłem.


Dlaczego to robimy?

Właśnie. Dlaczego, jak tylko nasz mózg dostanie szczątkowe informacje, że przy ogromnym samozaparciu damy radę nawinąć na motocyklu nieco kilometrów, to sięgamy po kluczyki, kask i rękawice? Oczywiście nie jest takich osób jakoś szczególnie wiele. Są jednak tacy, którzy odrzucają wszelkie podszepty rozsądku i latają wokół komina.

Myślę, że każdy ma swoje powody, ale… miła jest świadomość, że zaczęło się sezon wcześniej niż zrobił to sąsiad. Fajnie jest też pochwalić się takim dokonaniem przed kumplami, czy na bardzo popularnym twarzoksiążku, instagramie i takich tam. Świadomość, że zrobiło się coś ryzykownego i mało rozsądnego, również nas ekscytuje. Są też tacy, którzy albo pojadą do pracy swoim moplikiem, albo będą musieli skorzystać z nowoczesnej, łatwo dostępnej w każdym miejscu naszego kraju, a w dodatku taniutkiej komunikacji masowej. Wielu z Was mogłoby tu jeszcze pewnie dopisać setki innych powodów, dla których to robimy. Jedno jest pewne. Nie służy to naszym motocyklom, tak jak nam nie służy palenie i picie.

Konsekwencje.

Ale niby dlaczego? Co się może stać naszym wspaniałym, wychuchanym i wypieszczonym maszynom? No to wymieńmy kilka powodów:

  • drogi, których stan zimą jest mocno niejednolity mogą mieć ochotę na zweryfikowanie wytrzymałości motocykla na nieprzewidziany konstrukcyjnie kontakt z nawierzchnią;
  • niska temperatura może spowodować stan permanentnego niedogrzania silnika, odkładania się większej ilości nagaru (zwłaszcza na świecach). Może to utrudnić pozbywanie się wody z silnika, a w związku z tym większego narażenia na korozję;
  • co do olejów, to Ci, którzy używają olejów gęstych (wysoki parametr zimowy lepkości, np. 15W), narażają swój motocykl na większe obciążenie elementów ruchomych i gorsze ich smarowanie;
  • wszechobecna sól drogowa ma fatalne działanie na chłodnice naszych motocykli. Cierpi napęd i wiele innych elementów metalowych, zwłaszcza, jeśli nie mamy jak motocykla po powrocie umyć. U mnie przy wiosennym myciu zaczęły sypać się lamelki z chłodnicy;
  • osoby, które używają jednośladów praktycznie cały rok powinny przyjrzeć się świecom. Dobrze jest na zimę założyć takie, które odrobinę wolniej odprowadzają ciepło, co powinno poprawić sprawność nabierania przez piec właściwej temperatury;
  • rozruch zimnego motocykla po dłuższym postoju wyciąga też sporo energii z akumulatora. Krótka trasa jaką najczęściej przejeżdżamy, nie pozwala go niestety naładować nawet w połowie i przy kolejnym rozruchu niestety możemy mieć problem.

Wnioski

To są, moim zdaniem, główne przeciwwskazania odnośnie używania motocykla właśnie w okresie zimowym. Nie wspomnę tu o kwestiach zdrowotnych, bo akurat każdy z nas swój rozum ma. Pewnie doświadczeni mechanicy mogliby wymienić jeszcze sporo powodów, dla których lepiej odpalić motocykl dopiero jak temperatury zaczną robić się typowo wiosenne.

Piszę to nie po to, by kogoś straszyć. Odpalamy motocykle i one jeżdżą i prawdopodobnie będą jeździć jeszcze długo, ale może się też okazać, że wielu z nas będzie zmuszonych na wiosnę szukać mechanika, bo maszyna odpalić nie ma zamiaru. Nikomu nie życzę takiego scenariusza. Zresztą, pewnie wielu z tych, którzy będą cierpliwie czekali do wiosny, też będzie zmuszonych zajrzeć do zaprzyjaźnionego mechanika. Zimowanie motocykla to już jednak temat na odrębną rozprawę. Jest wiele rzeczy, które możemy zrobić odstawiając motocykla po sezonie, by prawdopodobieństwo jego odpalenia wiosną było jak największe.


Podsumowując.

Niech każdy sobie rozważy w swojej głowie, czy szacun na dzielni, satyfakcja i lajki są ważniejsze niż dobro naszych motocykli. Z drugiej strony, motocykle to tak naprawdę tylko przedmioty. Narzędzia, dzięki którymi realizujemy nasze marzenia i fantazje, które dzięki nam nabierają duszy, bo przelewamy na nie sporo naszych emocji. Ludzie, realizując swoje plany, mają nie raz mocno pod górkę. Więc, czy żywot motocykla musi być usłany różami?
Jak mawia Owsiak: „Rubta co chceta”. Przesuwajcie granice, i niech Wam motocykle dzielnie w tym towarzyszą, bez względu na trudności.

M.K.

Dodaj komentarz

Add a comment